Rok 1939. Wybucha wojna. Mecenas Karol Holzer, spolonizowany Saksończyk,
prowadzi sprawy notarialne, z których dochód idzie na getto. Pewnego dnia w
kancelarii pojawia się jego była studentka, Żydówka. Karol chce jej pomóc,
oddając dokumenty żony, lecz Aneta zostaje zamordowana. W tle pełnej napięcia
historii – portrety okupowanego Lwowa i Warszawy.
Pełna humoru i ciepła, barwna opowieść o dorastaniu w sielskim, beztroskim i
europejskim Lwowie jest preludium do tragicznych wydarzeń wojennych. Dwaj
następujący po sobie okupanci - Sowieci i Niemcy okradają kilkuletniego
Ludwika z dzieciństwa, a jego rodzinę z dobytku i bliskich. Zmuszają do
ucieczki i tułaczki, których kres stanowi Kraków końca wojny. Dla 14-letniego
bohatera dopiero wtedy rozpoczyna się walka. W nowym gimnazjum toczy boje o
akceptację uczniów i nauczycieli, zmaga się z rodzącymi się uczuciami wobec
dziewcząt, podziwem dla starszych kolegów i odrazą wobec konstytuującej się
kłamliwej władzy ludowej. Sprawdzianowi z dojrzałości zostaje poddany zanim
przystąpi do tytułowej Małej matury, egzaminu kończącego gimnazjum. Tak
obrazowo opowiedziana historia mogła wyjść tylko spod ręki wybitnego reżysera,
bo książka jest fabularyzowaną autobiografią, opowiadającą losy autora od jego
narodzin w przedwojennym Lwowie, do ukończenia gimnazjum w Krakowie w 1947
roku. Emocje budowane amplitudami tragizmu i komizmu przetykane są opisami
zapomnianych miejsc, czynności i przedmiotów. Zachwyca wierność odwzorowania
najdrobniejszych detali i bogactwo języków przedwojennego wielokulturowego
Lwowa. Tak dla dzisiejszych, jak i ówczesnych maturzystów powinna to być
lektura obowiązkowa.
„To opowieść o ludziach dojrzałych, którzy po trzydziestu latach małżeństwa
przenoszą się na wieś i odkrywają na nowo łączącą ich miłość”. Tak w 1998 roku
Janusz Majewski opisywał „Siedlisko”, serial który właśnie kręcił. Zrobił go
na taśmie filmowej, obsadził wybitnymi aktorami aż po epizody i pokazał tak
piękne Mazury, że widzowie nie mogli się w nich nie zakochać. Potrafił
opowiedzieć tę historię przekonująco, bo ją dobrze znał. Kilka lat wcześniej
przeniósł się na Mazury z żoną, Zofią Nasierowską, znaną wszystkim jako
fotografka boska, a nielicznym jako czarodziejka kuchni. Która wymarzyła sobie
pensjonat i z pomocą najbliższych i coraz bliższych miejscowych zbudowała go i
poprowadziła z miłością. Swoje obserwacje tego procesu spisała wraz z Wandą
Majerówną w formie scenariusza i podsunęła mężowi. Tę książkę też napisał dla
Niej. I dla ich Mazur.